sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 35 cz.2

Nadal myślę że przypadkowa walka mogłaby przyprawić mnie o mdłości.

-“Ohhh, eye gouge” -  Głos Marka zabrzmiał przerywając moje myśli.Spojrzałam z powrotem do klatki, gdzie Jeff wbił palce w oko Turner'a.

Wstrętny drań.

Zwykle wbijanie palców w oczy jest nie fair ale ponieważ dziś nie obowiązują żadne zasady jest to dozwolone. Poczułam się zdruzgotana, Justin i Harley mogliby zrobić im wszystko i będzie to postrzegane jako uczciwa walka.

-"Ugh"- jęknęłam i potarłam swój brzuch, który przyprawiał mnie o mdłości.

Skupiłam się z powrotem na walce i patrzyłam jak Turner szybko uderzał. Jeff kopnął go jeszcze raz a następnie uwolnił z uścisku i wstał z ramionami wzniesionymi w góre. 

-"Harding wygrywa pierwszą rundę, Turner odpadasz bracie" - powiedział Mark wręczając wygranym ich pieniądze zaś przegrani obstawiali następne walki.

-"Dwie minuty przerwy chłopaki. Edwards i Johnston jesteście następni" - Mark poinformował widownie i zawodników.

Moje mdłości coraz bardziej mi dokuczały jednak zignorowałam je. 
Patrzyłam jak Harley rozgrzewa się przed walką. Jackson, Dante i Justin poklepywali go po ramionach. Zachichotałam. Gdybym to ja przygotowywała się do walki powiedziałabym im żeby się odsunęli. Najwyraźniej faceci są inni, lubią odczuwać ból. 

Odwróciłam wzrok gdy zauważyłam pielęgniarkę Anne i Harley zaczęli publicznie okazywać sobie uczucia.
Wiem, że wszyscy myślą że moi bracia są gorący i nie powinnam czuć się obrzydzona przez nich ,ale ciężko jest wyobrazić sobie własnego brata migdalącego się z dziewczyną. 
Odrażające, prawda?

Zaśmiałam się kiedy zobaczyłam Harley'a całującego ekran telefonu. Kto się tam znajdował? To oczywiste.

Anna jest na jego tapecie ale każdy z moich braci ma moje zdjęcie na wygaszaczu swojego telefonu gdy jest w trybie blokady. 
Wiem że niektórzy bracia nie są jak moi ale my mamy silną więź, której wielu ludzi nie rozumie.

-"Johnson pakuj swój tyłek do klatki"- krzyki Mark'a wyciągnęły mnie z rozmyślania.

Zerknęłam w stronę klatki i zobaczyłam że Harley już tam był przygotowując się do walki.

 Koleś który walczył, Johnson wszedł do klatki po czym przywitał się z Harley'em męskim uściskiem, to uspokoiło trochę mój żołądek. 

 Mam nadzieję, że w ich głowach nadal obowiązują normalne zasady.

Gdy tylko zabrzmiał sygnał rozpoczynający walkę Harley nie wahał się ani sekundy słychać było odgłos pękania szczęki Johnson'a, potem Harley obrócił nogę łapiąc kolesia pod kolanami przyciągając go do ziemi. Kilka sekund później Harley siedział na Johnson'ie uderzając go pięściami w twarz i klatkę piersiową. 

Odwróciłam na chwilę wzrok, nienawidząc jak brutalna jest ta cholerna walka, gdy tylko usłyszałam śmiech Mark'a przez mikrofon przekręciłam się z powrotem. 

-"47 sekund. To nowy rekord człowieku" - powiedział do Harley'a który zszedł z Johnson'a.
Patrzyłam się na klatkę. 

47 sekund. 

47 pieprzonych sekund.

Żartujecie sobie? Ok, Harley był całkiem dobrym awanturnikiem.

Anna i dziewczyny wiwatowały tak jak moi bracia i Justin. Przytulali i klepali  po plecach Harley'a gdy ten wyszedł z klatki.

Bardzo chciałam przytulić i pogratulować bratu ale to by zagrażało mojej misji
i nie mogłam tego zrobić. 

-"Wyobrażałem sobie Ciebie tu spotkać maleńka" - powiedział ochrypły głos dobiegający z prawej strony.

Przekręciłam głowę i przełknęłam ślinę czując się jakbym została złapana.Kiedy zorientowałam się kto to był, przeraziłam się.
-"Co Ty tu robisz?"- rzuciłam.

Trzech mężczyzn uśmiechnęło się do mnie, ja tylko przełknęłam ślinę na co się zaśmiali. -"Jestem tu aby odzyskać pieniądze, sweet pea" Tony - szef poinformował mnie. Trzej mężczyźni budzili we mnie grozę, jednakże nie mogłam dać po sobie tego poznać. 

-"Tak, dostaniesz je" powiedziałam lekceważąco.

Uśmiechnął się do mnie i mrugnął. - "Nie mam wątpliwości moja droga."

Pokręciłam głową i wypuściłam powietrze.

-"Co Ci się stało w nogę?"- pokazując w kierunku mojej nogi i kul.

-"Nic"- powiedziałam próbując ukryć nogę.

Potarł brodę jakby nad czymś się zastanawiał -"Na pewno nie potknęłaś się na ławce w kampusie i nie skręciłaś kostki?"- Zapytał z uśmiechem.

Spojrzałam na niego - "Szpiegowałeś mnie?" -zapytałam czując się naruszona.

Wzruszył ramionami -"Tak, musiałem się upewnić czy nie opuściłaś miasta, mamy umowę. Twój chłopak zbiera moje pieniądze a Ty sweet pea jesteś moją gwarancją."- powiedział i oparł łokcie na blacie na którym siedziałam.
-"I nawet nie trzeba iść po Ciebie, gdy twoi bracia pojawili się tu bez Ciebie, Ty przyszłaś do mnie."-Powiedział i pociągnął luźne pasmo moich włosy za ucho.

Miał po mnie przyjść?

Powstrzymałam się od westchnięcia żeby go nie wkurzyć. Bóg jeden wie co on mógłby zrobić.

Oblizałam usta.-"Cóż jestem tu więc skończ pieprzyć" -mój głos wydawał się bardziej poirytowany niż przestraszony.

Zaskoczony uniósł momentalnie swoje brwi a później się uśmiechnął.-"Lubię Cię, sweat pea. Jeśli nasza umowa nie wypali dziś myślę że miałbym idealną pracę dla Ciebie ..." -Odwrócił się do swoich ludz i- "potrzebuję sex sekretarki, prawda?"

Oh to jest absolutnie obleśny.

 -"Koleś ja mam 19 lat" - spojrzałam na niego tłumacząc.
Wzruszył ramionami.- "Ja mam 36" - Urwał i uśmiechnął się do mnie. 

Zamknęłam buzię i pokręciłam głową ignorując to co powiedział, sprawiając że prychnął.

- "Jesteś 17 lat starszy ode mnie. Znajdź sex sekretarkę która jest w Twoim wieku." -splunęłam odsuwając się od niego. Jednak on położył swoje ręce nisko na moich plecach i przyciągnął do siebie, umieszczając swoją twarz na mojej szyi. Poczułam na niej zęby, na co jęknęłam.

Tak jęknęłam, i co? Jestem teraz cholernie przestraszona plus jestem cholernie skrzywdzona.

-"Pieprzyłem mnóstwo osiemnastolatek w zeszłym miesiącu, Ty, sweat pea możesz być odskocznią. Lepiej miej nadzieję że Twój chłoptaś wygra dziś wieczorem bo muszę powiedzieć..." -wziął głęboki wdech.
- "Na pewno byłbym szczęśliwy mając Cię pod sobą...lub na. Nie jestem wybredny." -zaczął chichotać tak samo jak jego ludzie, którzy byli teraz po obu naszych stronach jakby chcieli nas chronić przed czymś.

Oczywiście wiedziałam że to było bardziej do to niego niż do mnie.
 Odsunęłam głowę od niego -"On nie przegra" -spojrzał na mnie czujnie.
- "Jeśli Justin lub moi bracia zobaczą Cię lub tych idiotów..." - wskazałam na jego kolesi, - "...blisko mnie zabiją was. To mogę Ci obiecać." - powiedziałam i zlustrowałam go od góry do dołu z obrzydzeniem. 

On tylko klepnął mnie w tyłek i ścisnął go mocno - "Definitywnie chcę ten tyłek"- Spojrzał na swoich ludzi.
- "Niech on lepiej przegra, chcę go " kiwając w moją stronę na co jego goryle się zaśmiali.

Miałam ochotę się rozpłakać ale nie mogłam dać tym draniom satysfakcji. 

Spojrzałam na moich braci i Justina którzy byli nieświadomi tego że tam byłam. Wierzyłam w zwycięstwo Justina ale wierzę też w to co mówi Tony że zabierze mnie kiedy mój chłopak przegra. 

Po raz pierwszy od paru miesięcy chcę aby Justin wygrał tę walkę. 

-"Bieber i Jones. Wasza kolej"- głos Marka zabrzmiał w klubie. 

Splotłam ręce razem - "dalej kochanie" -wyszeptałam do siebie cicho wspierając Justina. Widziałam jego wyraz twarzy kiedy wszedł do klatki, wyglądał na zdeterminowanego, zapewniło mnie to że on zamierza wygrać tą walkę.

Kiedy zabrzmiał gong Justin nie czekał ani sekundy ,powalił Jones'a na ziemię. Jones owinął nogi wokół Justin i odciągnął go.

 Westchnęłam kiedy Justin mocno uderzył w podłogę ale odetchnęłam z ulga kiedy szybko się podniósł. Kopnął i uderzył Jones'a w tym samym czasie chwytając go sprawiając że w rezultacie Justin solidnie uderzył i kopnął co sprawiło u Jones'a wypaczenie kolana  upadł do tyłu z pomocą Justina, który wskoczył na niego jak kot. 

Widziałam jak Justin uderza tego zakrwawionego gościa do czasu aż ten nie poddał się. -"Bieber przechodzi dalej. Jones odpadasz." -zakomunikował Adam.

Na widowni rozległy się wrzaski, więcej było owacji niż wygwizdywania a mój głos brzmiał razem z nimi.
- "Tak kochanie". - krzyknęłam. Tony prychnął obok mnie.- "On musi więcej walk wygrać, kotku". 

 Odwróciłam się i spojrzałam na niego. -"Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie kotkiem to więcej nie odpowiesz więc przestań"- powiedziałam najspokojniej jak tylko mogłam. 

Tony uśmiechnął się. -"Rozumiem," -Spojrzał w stronę klatki. -"Twój kochaś Cie wzywa kotku." -Powiedział i prychnął pod nosem.

-"Lubie jak brzmi Sweat Pea, pasuje do Ciebie. Tak będę Cie nazywał" -Mrugnął do mnie. "Sweet Pea"- powiedział znowu zadowolony z siebie.

 Wyśmiałam go - "Nie będziesz mnie tak ani inaczej nazywał bo kiedy Justin wygra dla Ciebie te pieniądze to zabierzesz swój tyłek do Vegas, skąd przyszedłeś" -syknęłam.

 Tony złapał moją twarz między ręce i pociągnął do swojej. Podniósł mój podbródek, syknęłam z bólu

-"Pozwoliłem Ci głośno narzekać od kiedy tu jestem ale moja cierpliwość się kończy więc zamknij się bo Ci utnę język. Rozumiesz,  Sweat Pea?”- Zapytał ze złośliwym uśmiechem puszczając moją twarz. 

Potarłam podbródek i zauważyłam jak Tony uniósł brwi czekając na moją odpowiedź. Trzymałam gębę na kłódkę i tylko skinęłam głową. Tony uśmiechną się chytrze zadowolony z mojej odpowiedzi -”Dobra dziewczynka” -powiedział i poklepał mnie po udzie.

Jak do cholery utknęłam w tej sytuacji?

Ohh tak, Jeff i jego pieprzona siostra. Mam zamiar pokonać te gówno, jeśli ją kiedykolwiek zobaczę ponownie. 

-”To będzie musiało poczekać”- powiedział Tony i obrócił mój koński ogon wokół swojego palca. 

Skupiłam się na tym co mówił niż na swoich myślach.

Położyłam ręce na włosy - ”Moje włosy?” - zapytałam ze strachem w głosie.

Potrząsnął głową -” Kolor” - mruknął wciąż bawiąc się moim kucykiem.

- ”Myślę że bardziej pasowałby Ci blond”- powiedział bardziej do siebie niż do mnie. Po prostu patrzyłam na niego. On naprawdę myślał że pojadę z nim do Vegas, musiałam mu powiedzieć wprost. 

-”Tony nie jadę z Tobą do Vegas. Mam tu chłopaka i swoje życie”- powiedziałam stanowczo.

Uśmiechnął się - ”Nie, jeśli Justin nie odda mi dwadzieścia kawałków wygrywając ten turniej” - powiedział. 

-”Wtedy ja biorę Ciebie. Twoja rodzina nie powiadomi policji, wiedzą że będziesz martwa jeśli to zrobią. Zostaniesz ze mną dopóki nie zaproponują dobrej oferty aby dostać Cię z powrotem.” -Uśmiechnął się.
- ”Będzie musiała być naprawdę dobra bym pozwolił Ci odejść” .

Wstrętny drań.

Poczułam że chce mi się wymiotować, jednak zignorowałam to i zmusiłam się do przełknięcia śliny.

-”Jestem bi polarna” -wypaliłam. Miałam nadzieje że nie będzie chciał mieć ze mną do czynienia kiedy dowie się że mam chorobę psychiczną, zamiast tego uśmiechnął się. - ”Dam Ci swoje leki i będzie dobrze, Sweat Pea”- zapewnił mnie. 

Zaczęłam czuć panikę. Nie ma mowy że ten facet zabierze mnie do Vegas żeby zrobić ze mnie swoją seks sekretarkę czy kogokolwiek innego.

Nie ma. Kurwa. Mowy.

Tony trzymał mnie przy sobie przez kilka następnych walk. W pewnym momencie wysłał jednego ze swoich ludzi żeby obstawił dyskretnie kilka zakładów i z łatwością zdobył kilkaset dolarów na tych walkach.

Nie pozwolił mi iść nawet do toalety. Doszłam do wniosku że moja misja była jedną wielką katastrofą. 

Trzeci etap mojej misji – Trzymać się z dala i oglądać walki niezauważoną (Porażka) 

Westchnęłam i zastanawiałam się czy zawołać Justina czy nie ale nie musiałam bo spośród ludzi spoglądających na mnie w ciemnym rogu był człowiek z dużą gębą.

Mark.

Spojrzał na mnie wzrokiem dlaczego tutaj jesteś? Kiwnęłam głową w stronę Toniego, który mówił coś szeptem do swoich ludzi. Mark nie patrzył  na mężczyznę, teraz był zajęty ponownie przyjmowaniem zakładów, mrugnął do mnie i uśmiechnął się po czym wrócił do swojego stolika.

Westchnęłam głośno.

Za każdym razem kiedy poluje on na mnie jak szczur kiedy próbuję się skryć przed Justinem i moimi braćmi a teraz kiedy go potrzebuję, spławia mnie.

Typowe. Cholernie typowe.

Nadszedł półfinał.

-"Kolejna walka będzie interesująca. Edwards i Bieber” -powiedział Mark, w klubie rozległy się okrzyki. Zamknęłam mocno oczy.

Co do cholery? Muszą się ze sobą zmierzyć?

-”To będzie dobre”- powiedział Tony i zatarł ręce.

Pokręciłam głową chcąc powiedzieć coś niemiłego ale szczerze mówiąc bałam się. 

Wiedziałam też, że jeśli powiem coś źle on zrobi mi fizyczną krzywdę, czego bym nie chciała. Odwróciłam się z powrotem do klatki i patrzyłam jak Justin i Harley ściskają się po męsku. 

Chciało mi się płakać bo wiedziałam że chcąc spłacić Toniego Harley musi przegrać swoją walkę.
 Mam nadzieję że to przedyskutowali, trudne będzie dla Harleya poddanie się bo  chciał zmierzyć się z Jeffem. Kiedy zabrzmiał dźwięk oznajmiający rozpoczęcie walki zamknęłam oczy ale szybko otworzyłam kiedy usłyszałam na widowni głośne -”boooo”.

-”Poddał się?” -Tony zaśmiał się -”Sprytne” powiedział.

Wiedział że Harley odpuści i Justin będzie mógł awansować do następnej rundy. Harley był spięty kiedy wychodził z klatki, nawet Anna nie mogła mu pomóc. Zostawiła go w spokoju, co było najlepszym rozwiązanie bo w tej chwili mógł potrzebować napić się drinka czy okładać worek treningowy.

-”Bracie, co to było do cholery?” -słychać było głos Mark’a nawet jak nie mówił przez mikrofon. Jackson nachylił się i powiedział coś do Adama, ten tylko kiwnął głową.

-”Bieber przechodzi do finału. Harding i Lipsy jesteście następni” -Krzyknął Mark a tłum zaczął wiwatować.

Wydawało się że ubolewali nad tym walka Justina i Harley’a. Nie dbali o to dopóki nie zobaczyli następnych walk. Idioci.

Dopingujący tłum przerwał moje rozmyślania. Patrzyłam kiedy Jeff wszedł do klatki z gościem zwanym Lipsy. Bardzo chciałam żeby Justin znalazł się w finale z Jeff’em  by mógł skopać mu tyłek ale nie wiedziałam  kto wygra tę walkę, ponieważ Lipsy wydawał się groźny jak cholera i dzisiejszej nocy skopał już paru kolesi. Jeff wyglądał na zdeterminowanego i taki właśnie był, kiedy tylko usłyszał gong rzucił się na Lipsy’iego  i trzasnął jego głową o klatkę.

-"Oooh" -powiedział Tony podczas gdy inni byli skupieni i wiwatowali.

Czoło Lipsy’iego było rozcięte i sączyła się z niego krew. To było obrzydliwe i wyglądał na bolesne ale Lipsy wydawał się tym nie przejmować, wytarł czoło zewnętrzną częścią reki i uśmiechnął się do Jeff’a. To była najtandetniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałam.

Zaatakował go i powalił jednym ciosem w nogi. Słyszałam krzyki Jeff’a, który właśnie był ciągnięty za ramię przez Lipsy’iego.

 Zakryłam oczy kiedy zauważyłam że jego ręka jest złamana. Chciałam żeby miał skopaną dupę za to że przez niego znalazłam się obecnej sytuacji ale to już było przesadą.

-"Tak", -Tony zaśmiał się i klasnął w dłonie. -”Teraz Ty będziesz musiała wywiązać się z naszej umowy”- powiedział do swoich ludzi.

- ”Nie narzekam” przysunął się bliżej mnie. -”Doprowadziło to do naszego układu” -spojrzał na mnie ”Prawda, Sweat Pea?” zapytał.

Skrzywiłam się i mruknęłam - ”Oczywiście”- on tylko się zaśmiał. Walka w klatce stała się bardziej niebezpieczna. Jeff zachowywał się jak oszalały nawet ze złamaną ręką, pokonał swojego przeciwnika doprowadzając go do odklepania w matę.

Tłum wiwatował i zaczął skandować Bieber i Harding bo Justin będzie walczył z nim w finale. Justin miał przewagę bo nie został ranny jak Jeff.

Jeff odciągnął Marka na bok, Adam tylko wzruszył ramionami - ”Jeff jest ranny dlatego wybrał kogoś kto zajmie jego miejsce w finale.” -Powiedział Mark.

-”Co?!” słychać było głos Justina.

Mark tylko wzruszył ramionami -”Brak reguł”-  powiedział.

-”Kogo wybrał?” -wściekle zapytał Justin.

Jeff uśmiechnął się a Mark potarł swój kark -”Jego siostrę” - powiedział, wszyscy w klubie albo jęknęli albo zaśmiali się.

-”CO?!” -Krzyknęłam ale nikt mnie nie usłyszał.

Justin uderzył w klatkę.- "Nienawidzę tej suki, ale nie mogę kurwa z nią walczyć, koleś. Ona jest dziewczyną.”- Powiedział Justin co było słychać przez mikrofon.

Patrzyłam jak Lana wchodzi do klatki za co dostał owacje od publiczności. Uniosłam brwi, ta dziwka była gotowa do walki. Ona i Jeff mieli to już dawno zaplanowane żeby ona zajęła jego miejsce w finale by on mógł wygrać walkowerem, wiedzieli że Justin nie będzie walczył. Jeff złamał rękę co było dla niego korzyścią.

-"Muszę porozmawiać z tą suką,"- powiedziałam i zeszłam z lady chwytając moje kule. 

Tony i jego ludzie nawet nie próbowali mnie zatrzymać wyglądali na zainteresowanych wydarzeniami w pobliżu klatki. Przedarłam się przez tłum bez żadnego upadku. Kiedy dotarłam do klatki krzyknęłam

- ”Lana. Co Ty do cholery tam robisz?!” -uśmiechnęła się.

-”Chodź tu. Nie słyszę Cie.”- Powiedziała.

Pokręciłam głową ale dostałam się tam, usłyszałam trzask drzwi za mną. Rozejrzałam się i zobaczyłam jak Jeff zmierza w kierunku Adama z uśmiechem.

-”Kto na ochotnika zajmie miejsce Justina?” -usłyszałam Marka, jak Jeff krzyknął coś do niego.

-„Kayh?” -powiedział zszokowany.

O kurwa.

-” Nie, ja chcę tylko z nią pogadać.”- Krzyknęłam ale nikt mnie nie usłyszał.

-”Kayh?” -Justin i moi bracia krzyczeli i pobiegli do wejścia do klatki ale drzwi były zamknięte aż do końca finału.

Miałam przejebane.

Spojrzałam na nich i po raz pierwszy nie wiedziałam co powiedzieć -”Co do cholery Ty tam robisz?” - Harley krzyczał.

-”Chciałam tylko z nią pogadać”- powiedziałam kiwając głową w kierunku Lany, które szła w moją stronę. Odskoczyłam do tyłu. 

-”Chętnie walczyłabym z Tobą ale jak sama widzisz nie jestem w stanie utrzymać się bez kul a nie mówiąc już o bieganiu za Tobą”- powiedziałam.

Wzruszyła tylko ramionami -”Może to oduczy Cię nazywanie kolesi zboczeńcami” - powiedziała to odnosząc się do ostatniej sytuacji, kiedy wyzywałam Jeff’a.

-”On jest zboczeńcem” -powiedziałam a ona zacisnęła pięści.

Mentalnie się skarciła, ostatnią rzeczą jaką chce żeby zrobiła to pokazanie jej gniewu.

-”Po co to wszystko?”- pokazałam na klatkę.
- ”Chciałaś żeby Justin przegrał a Ty i Jeff wygralibyście pieniądze i wkręcić nas z Tonym.” -Zaśmiała się “
-"Wszystko wyszło całkiem nieźle prawda? Poza walkowerem, mogłam skopać Twój tyłek i wygrać zanim zajęłaś Justina miejsce.”  -Powiedziała z zadowoleniem

-”Nie waż się kurwa jej dotknąć Lana”  -krzyknął Justin.

Potrząsnęłam głową -”Jesteś poważna? Ja jestem o kulach.” - Powiedziałam łapiąc równowagę.

-”Widzę”- powiedziała i szybko podniosła rękę uderzając mnie w brzuch. Zgięłam się dysząc, ona pozbawiła mnie tchu, to tak cholernie boli. Tłum dookoła nas wiwatował widząc bójkę kobiet ale dla moich bliskich było to szaleństwo.

-”Nie zatrzymuj tego”- zakaszlałam do Harleya, który stał najbliżej. Jeśli by zatrzymali to przegramy i będę musiała jechać z Tonym do Vegas. Harley przesuną dłonią po włosach - ”pociągnij ją za nogi” - powiedział.

 Wiedziałam że chciał pomóc ale ja skupiałam się bardziej na oddychaniu. Kiedy tylko wyprostowałam się Lana uderzyła mnie pięścią w twarz. Umieściłam ciężar ciała na mojej kontuzjowanej nodze –co bardzo bolało- i krzyknęłam upadając na ziemię.

 Lana nie biła jak zwykła kobieta ale jak facet. Usiadłam, wytarłam nos czując jak gorąca ciecz leci mi z niego, skrzywiłam się. Nie musiałam patrzeć na swoje ręce żeby wiedzieć że krwawię. Zajęło mi chwilę przyzwyczajenie się do bólu, kiedy ustał potarłam nos i zajęczałam cicho.

-”Pieprzona dziwka”- powiedziałam prawie do siebie.

-"Culo. Pieprzony culo" -Rayne krzyczała potem zaczęła mówić o tym co zrobi Lanie kiedy ją dorwie w swoje ręce.

Lana podniosła mnie z ziemi chwytając za ramiona.

 Nie miałam czasu żeby wziąć swoje kule więc oczywiście upadłam i krzyknęłam z bólu. Lana roześmiała się i kopnęła mnie w brzuch. Ugryzłam się w język kiedy mnie kopnęła. 

Czułam że moje usta krwawią dlatego splunęłam krew na ziemię na co tłum wiwatował. 

Dante krzyczał i bił faceta, który krzyczał żeby Lana skopała mi tyłek. Ludzie którzy stali obok Justina i moich braci wiedzieli że mogliby oberwać jeśli by się przyłączyli do tłumu.

-”Mówiłem że będę miał Cię z powrotem”- Jeff krzyknął gdzieś z zewnątrz klatki.

Słyszałam śmiech w jego głosie przez co zrobiło mi się niedobrze.

-”Ty” -Krzyknął Justin - ” Ty to zrobiłeś”. - Krzyki z poza klatki rozpraszały Lane.

 Chwyciłam moje kule i udało mi się ustać. Krzyczała żeby ktoś to przerwał. Spojrzałam za nią i zauważyłam jak Justin bił Jeff’a z pomocą Harley’a i Jackson’a.

 Dante trzymał Rayne od rzucenia się na Jeff’a. Wiedziałam że Lana jest wściekła i zemści się na mnie. Zamierzała mnie skopać więc musiałam zająć czymś myśli. Wtedy do mnie dotarło że w tej walce nie ma żadnych reguł. Spojrzałam na moje kule i uśmiechnęłam się nieznacznie.

-”Jesteś już martwa”- krzyknęła i odwróciła się do mnie. Szybko podniosłam kulę i uderzyłam Lane prosto w twarz. Potknęła się o nogi i natknęła się na drzwi od klatki w które uderzyła głową. Upadła na ziemię i nie ruszała się.

Czułam ogromny strach, chciałam żeby się odsunęła ale kiedy przestała się ruszać bałam się że uderzenie w głowę ją zabiło. Skacząc dotarłam do niej sprawdziłam jej puls. Był silny.

Była znokautowana. - ”Zasługujesz na to dziwko” -powiedziałam później opadłam na tyłek.

 Z zewnątrz klatki dobiegały wrzaski. Jedni się cieszyli drudzy nie koniecznie, prychnęłam. 

Zapomniałam o byciu w klatce. To zupełnie inny świat w tej pieprzonej klatce.

-”Hmm, wygląda na to że Kyah wygrała przez K.O” -powiedział Mark przez mikrofon. 
-”To jest popieprzone”- mruknął i parsknął śmiechem. Kiedy moi bracia i Justin otworzyli drzwi do klatki, ja siedziałam na podłodze dopóki ostrożnie mnie nie podnieśli.

-”Ona dobrze zrujnowała Twoją twarz, pieprzona dziwka”- powiedział Dante i urwał kawałek swojej bluzki by wytrzeć mój krwawiący nos.

Skrzywiłam się. -”Jak wy to robicie?”- zapytałam Harleya i Justina prawie płacząc. Niewiarygodne było to jak bardzo mnie bolało. 

-”Dostałam łomot, nie było to ani przyjemne ani zabawne .”- Harley parsknął. 

-”To Ty ją powaliłaś, daj sobie trochę punktów” -Przewróciłam oczami.

- "Ona potknęła się o własne nogi i walnęła się w głowę, jestem szczęściarą”- Zawołałam i nikt się nie odezwał i dobrze bo nie zamierzałam się z tym godzić.

Kiedy wydostaliśmy się z klatki część ludzi piła przy barze, część tańczyła na parkiecie. Wszystko wróciło do normalności.

-”Zanieś pieniądze do Toniego”- jęknęłam. Justin uniósł brwi- ”Tony tu jest?” zapytał. 
Kiwnęłam głową. Postanowiłam nie wspominać o przykrych rzeczach jakie mi mówił bo miałam już dosyć walk. Harley i Justin byli poobijani przez swoje walki. 

Musiałam wyglądać gorzej niż oni bo Lana naprawdę dokopała mi. Jeff musiał ją uczyć walczyć bo nie biła jak dziewczyna ale jak wojownik. 

Pokręciłam głową. Byłam zadowolona że już po wszystkim, oboje sprawiali kłopot od kiedy tylko ich spotkaliśmy.

-”Idę do łazienki. Rayne idź po apteczkę do baru, możesz?” -zapytałam na co przytaknęła.

Harley i Justin pomogli mi dostać się do łazienki a później poszli zdobyć pieniądze dla Toniego. 

Powiedzieli że jak tylko przekażą mu pieniądze to wracamy do domu, nie kłóciłam się z nimi. 

 Westchnęłam patrząc na odbicie w lustrze. Spojrzałam na kran i odkręciłam wodę, nagle coś pociągnęło moja głowę i straciłam przytomność. Krzyknęłam ale poczułam ostry ból głowy i oszołomienie.

Usłyszałam muzykę i poczułam że jestem gdzieś niesiona. Kiedy doszłam do siebie pokręciłam głową i skrzywiłam się z bólu.

-”Cholera Lex, myślę że walnęłaś ją za mocno” - powiedział jakiś głos. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do światła zauważyłam że znajduję się w samochodzie, ale nie Jed’s

-”Gdzie jestem?”- zapytałam

Usłyszałam tylko parsknięcie -”Była umowa że Justin wygrywa walkę Sweat Pea a nie Ty, zbliżamy się do naszej oferty”- okropny głos Toniego zatrzymał się ”Jedziesz ze mną”


Ciąg dalszy nastąpi





                                                                         ***
O to i ostatni w pełni kompletny rozdział pierwszej części "Brawlers". Jak myślicie co się dalej wydarzy ? Justin szybko zorientuje się ,że jego ukochaną porwano ?!. Chciałam bardzo podziękować Malwinie która przetłumaczyła dla was drugą część tego rozdziału gdyby nie ona prędko by go nie było.
Jeśli chodzi o drugą część mamy w planach ją tłumaczyć ,ale nie jest ona skończona. Prawdopodobnie będzie utworzony drugi blog ,ale wszystko wam napisze !
Nadal potrzebne są tłumaczki, chętne osoby zapraszam na naszego TT ,albo piszcie w komentarzach swoje maile jeśli jesteście zainteresowane.
To na razie wszystko ! Miłego czytania !

-Dominika